Praca opiekunki bywa loterią, zwłaszcza jeśli chodzi o tygodniówkę. Czasem budżet ledwo zipie, a czasem pozwala odetchnąć pełną piersią. Po trudnym poprzednim kontrakcie los wreszcie się uśmiechnął - nowa sztela okazała się finansowo stabilna, a stres powoli ustępuje miejsca spokojowi.
Praca opiekunki bywa loterią, zwłaszcza jeśli chodzi o tygodniówkę. Czasem budżet ledwo zipie, a czasem pozwala odetchnąć pełną piersią. Po trudnym poprzednim kontrakcie los wreszcie się uśmiechnął - nowa sztela okazała się finansowo stabilna, a stres powoli ustępuje miejsca spokojowi. To historia o tym, jak po „bieda-kontrakcie” można trafić na miejsce, gdzie naprawdę da się pracować bez ciągłego liczenia każdego centa.

Pieniądze, tygodniówka, kasa na życie — każda opiekunka ma na to swoje określenia. Raz jest ich za mało, innym razem wystarczają z zapasem. Każda sztela rządzi się swoimi prawami: czasem budżet obejmuje tylko codzienne zakupy, a czasem trzeba ogarnąć cały dom - od chleba po chemię gospodarczą.
U mnie przez te kilkanaście lat bywało różnie, choć na ogół wysokość budżetu nie była problemem. Wyjątkiem był ostatni kontrakt. Ciągłe wyliczanie, sprawdzanie, oszczędzanie na wszystkim… „bieda z nędzą” to naprawdę delikatne określenie. Warunki zmieniły się dopiero w połowie, więc postanowiłam dotrwać do końca i wrócić do kraju przed świętami.
Od ponad tygodnia jestem na nowym kontrakcie. Nie ukrywam — tydzień przed wyjazdem stres miałam taki, że aż mnie skręcało, bo bałam się powtórki z rozrywki.
Ale — odpukać w niemalowane — czarny scenariusz się nie spełnił. Rodzina podopiecznej ustaliła budżet tak, żeby starczyło na wszystko, co potrzebne. A że podopieczna to taki „francuski piesek”, który jada tylko dobre, sprawdzone i markowe rzeczy, to mam wręcz zakaz kupowania w tanich sieciówkach.
Łapię się jednak na tym, że nawet w REWE szukam najtańszych produktów i promocji — nawyk po ostatnim kontrakcie siedzi we mnie mocniej, niż myślałam. Ale powoli uczę się odpuszczać i korzystać z tego, że tym razem naprawdę mogę pracować bez stresu o każdą złotówkę.
Trzymajcie się, dziewczyny i chłopaki.
Życzę Wam takiego finansowego spokoju, jaki w końcu mam u siebie.
Pozdrawiam, Ela.

*****
..
Zobacz cały post i wszystkie komentarze na naszym fanpage >>>>

POLECAMY

NOWOŚĆ - zobacz szczegóły Pakietu Ubezpieczeń dla Opiekunki za Granicą >>

Pieniądze, tygodniówka, kasa na życie — każda opiekunka ma na to swoje określenia. Raz jest ich za mało, innym razem wystarczają z zapasem. Każda sztela rządzi się swoimi prawami: czasem budżet obejmuje tylko codzienne zakupy, a czasem trzeba ogarnąć cały dom - od chleba po chemię gospodarczą.
U mnie przez te kilkanaście lat bywało różnie, choć na ogół wysokość budżetu nie była problemem. Wyjątkiem był ostatni kontrakt. Ciągłe wyliczanie, sprawdzanie, oszczędzanie na wszystkim… „bieda z nędzą” to naprawdę delikatne określenie. Warunki zmieniły się dopiero w połowie, więc postanowiłam dotrwać do końca i wrócić do kraju przed świętami.
Od ponad tygodnia jestem na nowym kontrakcie. Nie ukrywam — tydzień przed wyjazdem stres miałam taki, że aż mnie skręcało, bo bałam się powtórki z rozrywki.
Ale — odpukać w niemalowane — czarny scenariusz się nie spełnił. Rodzina podopiecznej ustaliła budżet tak, żeby starczyło na wszystko, co potrzebne. A że podopieczna to taki „francuski piesek”, który jada tylko dobre, sprawdzone i markowe rzeczy, to mam wręcz zakaz kupowania w tanich sieciówkach.
Łapię się jednak na tym, że nawet w REWE szukam najtańszych produktów i promocji — nawyk po ostatnim kontrakcie siedzi we mnie mocniej, niż myślałam. Ale powoli uczę się odpuszczać i korzystać z tego, że tym razem naprawdę mogę pracować bez stresu o każdą złotówkę.
Trzymajcie się, dziewczyny i chłopaki.
Życzę Wam takiego finansowego spokoju, jaki w końcu mam u siebie.
Pozdrawiam, Ela.

*****
..
Zobacz cały post i wszystkie komentarze na naszym fanpage >>>>

POLECAMY

NOWOŚĆ - zobacz szczegóły Pakietu Ubezpieczeń dla Opiekunki za Granicą >>


